Zauważyłam ostatnio, że jak wchodzę do sklepu i widzę masę rzeczy na półkach sklepowych włącza mi się wyobraźnia i nagle stwierdzam, że na przykład... suszone ekologiczne siemię lnianę jest mi koniecznie potrzebne, albo na przykład mąka z pełnego przemiału. Nie wspominając o milionie przypraw, miskach szklanych itp. Mam lekki zakręt na punkcie kuchni, ale czasem mam wrażenie, że gdyby nie to, że mam resztki zdrowego rozsądku i ograniczona zasobność portfela, to bym kupowała całą masę niepotrzebnych rzeczy. Czy to już zakupoholizm????? Mam nadzieję, że jednak jeszcze mi trochę do niego brakuje... Tak wnioskuję po artykule zresztą: Zakupoholizm
Jak sądzcie?
hehe i to też jest jakieś rozwiązanie :) ale to prawda, na takie sztuczki dają się nabrać zwłaszcza kobiety. Na widok Promocja i Sale stajemy się jak zahipnotyzowane... jaz tym walczę w czym pomaga mi mój pusty portfel i wiecie co? daje sie wyżyć bez nowych misek bluzeczek i dziesiatek pary spódnicy, których i tak nota bene nie nosze....
Hej. też mam podobnie tylko z zakupami w internecie. Wszystko mi się podoba i od razu muszę to mieć. Tylko mam męża, który na szczęście czuwa nad moją głupotą.